Liczba odsłon:  4853
 

 

W 2011 roku wyruszyłem samotnie z Pińczyc k/ Częstochowy do miasteczka Western City w Karpaczu na klaczy Halona Peppy Hancock, rasy Quarter Horse.

 

 

 

 

 

 

 

Relacja z wyprawy Pińczyce k/ Częstochowy do miasteczka Western City w Karpaczu

na klaczy Halona Peppy Hancock, rasy Quarter Horse:

 

 

Dzień 1 (03.08.3011):

Pińczyce –> Mikołeska (ok. 35km w linii prostej):

Wzmiankę o moim planowanym przybyciu do miasteczka umieszczono już na jego tytułowej stronie. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie gładko i zdążę na czas, tj. 12.08.2011.

Ekwipunek gotowy:

 

Nocowałem w Mikołeska (między Tworogiem a Kaletami). Koń całą noc pasał się u leśniczego na padoku wraz z koniem leśniczego. Po wstępnych końskich zalotach (kopniakach), konie zaprzyjaźniły się tak, że trudno było je rano rozdzielić.

 

 

Dzień 2 (04.08.3011):

Mikołeska -> Gąsiorowice (ok.35 km w linii prostej):

Nocowałem w Gąsiorowicach w gospodarstwie agroturystycznym. 

 

Dzień 3 (05.08.2011):

Gąsiorowice -> Pietna (ok. 30 km w linii prostej):


W tej chwili jest g. 13.00 i jestem w Kamieniu Śląskim. Jadę w kierunku Kątów Opolskich, gdzie będę przeprawiał się przez rzekę Odrę. Powyżej Prószkowa planuję za to przeprawę przez autostradę A4. Pogoda dopisuje, choć z oddali słychać grzmoty.

...

No i pierwsze problemy... przeprawa przez Odrę. Miała być ona możliwa w Kątach Opolskich, ale po przybyciu okazało sie, że jest tam tylko śluza. Dalej na południe był taśmociąg, ale konstrukcja była już tak zjedzona przez rdzę, że nie można było wprowadzić na nią konia nie zaopatrzonego w spadochron. Po za tym, co chwilę ruszał taśmociąg, co spłoszyłoby konia.

W tej sytuacji musiałem cofnąć się do Krapkowic aby tam przeprawić się przez rzekę. Autostradę A4 przejechalem pod wiaduktem przed Krapkowicami, a Odrę już w centrum Krapkowic.  

Nocowałem w Western Ranch w Pietnej. Ładna stajnia, bardzo sympatyczni ludzie! I cyknięto mi kilka fotek:

 


 

Dzień 4 (06.08.2011):

Pietna -> Niemodlin (ok. 30 km w linii prostej):

Przepiekny odcinek przejazdu przez Bory Niemodlińskie. Pogoda piękna, tylko troszkę deszczu.

Nocleg w samym Niemodlinie - baaaardzo problematyczny do znalezienia. Spędziłem dobrych kilka godzin na poszukiwaniu miejsca dla siebie i dla konia, a efekt i tak był marny. Praktycznie całą noc nie spałem, tylko pilnowałem konia....

Jedna rada, jaka nasuwa mi się z moich doświadczeń to taka, by poszukując noclegu, w pierwszym rzędzie szukać miejsca dla konia. Musi to być boks, stajnia, ewentualnie bardzo solidnie ogrodzony plac na dworze. Wszelkie prowizoryczne próby noclegowania konia (pętanie na otwartej przestrzeni, trzymanie na niezbyt dobrze ogrodzonych placach czy w stodołach, które służą już nie dla zwierząt tylko jako magazyny różnego sprzętu) nie zdają egzaminu . Pochłaniają bardzo dużo czasu na przygotowania, a i tak kończy się nieprzespanymi nocami, podczas których trzeba ciągle doglądać konia.

Jak już się bezpiecznie ulokuje konia, to można szukać noclegu dla siebie. Z tym nigdy nie ma problemu - jak nie w kwaterach przy stajni, to w innych kwaterach nieco dalej.

 

Dzień 5 (07.08.2011):

Niemodlin -> Gębczyce (ok. 40 km w linii prostej):


Po południu ulewne deszcze i burze. Ale jadę. Przemoczony do ostatniej nitki dojeżdżam do gospodarstwa agroturystycznego "Nietoperek" w Gębczycach, gdzie zatrzymuję się na nocleg. Przepięknie zlokalizowany głęboko w lesie. Bardzo fajne miejsce i przemili ludzie!

 

Dzień 6 (08.08.2011):

Gębczyce -> Pieszyce (ok. 35 km w linii prostej):

...

Rano wstaję, konia nie ma!

Był on na noc pętany i puszczony luzem na pastwisku. Jeszcze o godz. 22.00 grzecznie się pasał, a o godz. 1.00 w nocy szedł sobie, cały czas pętany, 10km od pastwiska w kierunku swojej stajni w śląskim:)! Znalazł go dopiero o tej godzinie kierowca wracający w nocy z pracy do domu. Zgłosił on znaleźne na policję, poczym zabrał konika do siebie do domu na nocleg jeszcze 2 km dalej:)

Rano trwały natomiast zaciekłe poszukiwania, m.in poprzez sołtysów okolicznych wsi. Dopiero po telefonie na policję, otrzymałem informację o pobycie konia.

Dobrze, że go znalazłem bo brak konia trochę by mi pokrzyżował plan wyprawy. 

Nocleg w stajni w Pieszycach na ul. Zamkowej. Na bazie doświadczeń dochodzę do wniosku, że najlepsze miejsce na nocleg dla konia to boks.

Koń po raz pierwszy od kilku dni dostaje owies, powieważ bardzo trudno było go zdobyć po drodze. (W przeciwieństwie do mojej zeszłorocznej wyprawy na północ, gdzie prawie każdy rolnik miał zapasy owsa, tym razem owies był tylko w postaci kłosów na polach). Nie odniosłem mimo to żadnego odczucia odniżenia stopnia kondycji konia, co mnie bardzo zdziwiło!!! Koń żywił się samą trawą i mimo to miał siłę i energię do jazdy - przypisuję to rasie quarter horse!


Dzień 7 (09.08.2011):

Pieszyce -> Unisław Śląski (ok.25km a linii prostej):


Dziś zaczęła się już jazda po górach, więc trudno przewidzieć ile czasu zajmie dany odcinek trasy. Mimo wszystko mam wrażenie, że jestem czasowo do przodu jesli chodzi o mój planowany na 12 sierpnia przyjazd do miasteczka Western City w Ścięgnach k/ Karpacza. Dlatego też dzisiaj jadę sobie na luzie i delektuję się w pełni pięknymi widokami (które nigdy nie wyglądają tak fajnie zza szyb samochodu!) przy pięknej słonecznej (i wietrznej) pogodzie. Mmmm, jest fajnie!

W pewnym momencie zjeżdżam koniem na dół z dużej góry, ale nie jestem pewnien czy dobrze jadę. Na dole przejeżdża samochód osobowy, pytam kierowcę czy jadę w dobrym kierunku. Kierowca mówi, że muszę się zawrócić. No więc, wdrapuję się z powrotem na górę i tam przejeżdżają jacyś budowlańcy. Pytam o drogę, a oni mówią "Musi Pan zawrócić i zjechać na dół z tej góry. A przy okazji to przed chwilą mijaliśmy samochód osobowy i jego kierowca nam powiedział, że jeśli spotkamy faceta na koniu to mamy mu przekazać, że on przeprasza, ale się pomylił i że Pan dobrze jednak jechał". :))

Popołudniu widzę dwóch gości biegnących naprzeciwko mnie. Mijam ich i krzyczę: "Cześć, co Wam konie ukradli???!"

Nocleg spędziłem w uroczym gospodarstwie agroturystycznym "Jędrzejowa Chata" w Unisławiu Śląskim, który posiada charakterystyczną stodołę pokrytą solarami.


Dzień 8 (10.08.2011):

Unisław Śląski -> .Raszów (ok. 22km w linii prostej):


Dziś wyruszyłem dopiero po godz. 10.00 bo wcześniej były burze. Jadę spokojnie, leniwie, bo jestem do przodu względem planu. Czasem nawet wybieram sobie szlaki turystyczne lekko zbaczające z trasy. Nie mam kompasu,  używam tylko map.

Nocuję w Raszowie, u prywatnego gospodarza hodującego konie małopolskie.

 

Dzień 9 (11.08.2011):

Raszów -> Komarno (ok.15km w linii prostej):  

Wyruszyłem dopiero w południe z uwagi na długie pogawędki z gospodarzem, u którego nocowałem w Raszynie. O koniach można gadać i gadać...


Jestem sporo przed czasem do planowanego wjazdu do Western City w Karpaczu, dlatego dziś zupełnie zbaczam z trasy i jadę do Komarna odwiedzić osobę, której jakiś czas temu sprzedałem 2 quartery. Tam będę nocował. 


To już banał, ale naprawdę PIĘKNE WIDOKI! 

 

Dzień 10 (12.08.2011):

Komarno -> Ścięgny (ok. 17km w linii prostej): 

 

Wyjechałem o 12. Do Miasteczka Western City pod Śnieżką wjechałem po południu i udałem się do saloonu na whiskey... 


Widoczne na zdjęciu rozerwania na ramionach koszulki są wynikiem stoczonych po drodze licznych walk z dziką zwierzyną...:)

Poprawiony: sobota, 05 sierpnia 2017 16:20